February 12, 2005

dzien#13 (czwartek,3luty2005)

*Chcialem to poscic przed wyjazdem, ale nie zdazylem, wiec robie to teraz

Dawno nie jadlem tak czesto w knajpach co tu. Praktycznie jestem do tego zmuszony, bo mozliwosci gotowania w kuchni (dwie na kazdym pietrze w moim budynku akademika) sa dosc ograniczone, a poza tym to mi sie nie chce. Nie mam wiec innego wyjscia. Na szczescie jest spory wybor. Na samym tylko kampusie jest ponad dziesiec roznych restauracji / fastfoodow (lacznie z McDonaldsem - Amerykanie sa zachwyceni). Jeszcze nie sprobowalem wszystkich i wogole nie jem w Mac'u (czasem tylko kupuje sobie apple pie).
Generalnie jedzenie w restauracjach jest tu tanie, ale ma jedna powazna wade - dania sa (najczesciej) okropnie male. Zeby zaspokoic glod trzeba wiec zamowic dwie porcje (w wiekszosci restauracji) plus cos ekstra. W efekcie nie wychodzi wcale tak tanio. Wiec jest raczej ani tanio, ani drogo. No, na pewno taniej niz w Londynie czy Milano.
Na miesie najczesciej jadam w sieci Yoshinoya (www.yoshinoya-hk.com). Za umiarkowane ceny daja spore porcje. Mozna dobrze zjesc - moje ulubione to chicken bowl lub beef bowl. Poza tym obecne sa wszystkie sieci fastfoodow i tysiace roznych restauracji, knajp itp. Staram sie omijac te miejsca, gdzie nie ma menu w jezyku angielskim. Nie zamawiam tez zadnych egzotycznych potraw typu kurze lapki czy jezyk krowy. Wogole, to bardziej smakuje mi kuchnia chinska w europejskim lub polskim (Senatorska, Mariensztat) wydaniu.

1 Comments:

Blogger rkf said...

małpi mózg na żywca. hardkor.

12 February, 2005 18:24  

Post a Comment

<< Home